Kalendarz 2011 r.

 

 

KlepsydraZapisuję to w październiku 2012 r. Tak więc swobodnie aczkolwiek i powściągliwie dopisuję to i owo, albowiem nie jest to typowy dziennik, ale rekonstrukcja poszczególnych lat na podstawie notatek w kalendarzach. Właściwie zręczniej jest cały ten proces określić mianem rekonstrukcji szkieletów poszczególnych lat, chociaż brzmi to dość upiornie.

 

 

Nie wiadomo dlaczego 31 grudnia 2010 r. zadałem sobie pytanie „Ciekawe, czy będę w Adamowie?”. I w trakcie zapisywania poprzedniego króciutkiego zdania uzmysłowiłem sobie, że to był mój pierwszy samotny Sylwester po śmierci Joli, 7 sierpnia.

 

Sylwestra spędziłem nie w Adamowie u Brojerów, ale u Zamłyńskich na Ursynowie, na ul. Zamiany 5.

 

W niedzielę 16 stycznia nowego już 2011 r. miałem audycję (albo jedynie pierwsze spotkanie z p. Łukaszem Korwinem z Radia Wnet (Hotel Europejski, p. 269). Pierwszy raz byłem w gmachu, obrosłym legendą elegancji i zobaczyłem obiekt w stanie upadku, pusty, zmarnowany, prawie nieistniejący. Tak, piszę o Hotelu Europejskim, jednym z najciekawszych w Warszawie (i nie tylko) zabytków hotelarskich. I to w kapitalistycznej Polsce!

 

To był okres spotkań z różnymi paniami. Pod datą 19 stycznia (środa) zapisałem: „I dać sobie spokój do wiosny”. Dobrze sobie nakazałem, gdyż na wiosnę, 27 kwietnia miałem pierwszą randkę z Olą. I tak już zostało.

 

22 stycznia zapisałem sucho: „Może być renta, oddać stówę Iwonie”. Pod tym sformułowaniem kryło się całe moje utrapienie materialne. Goniłem w piętkę, jak jasny gwint.

 

Znowu niedziela, 23 stycznia, o 19.45 w Raddiu Wnet współprowadzę audycję na temat postaw wobec własnej choroby. Słuchają nas ludzie na calym świecie, od Kanady po Australię, a nawet Nową Zelandię. Wyświetla sie nam to na mapie komputerowej. Łączą się z nami za pośrednictwem Skype’a.

 

I znowu 13 lutego Radio Wnet.

 

16 lutego do Zgorzelca, a 26 lutego ze Zgorzelca. Ninel (już bardzo chora, ale jeszcze pracująca i przychodząca do ŻIH) dała mi na ten wyjazd 300 zł. Byłem bardzo wzruszony tym gestem.

 

7 marca zapisałem szumnie i dumnie, że „pracuję nad strona ParaDebel”, bowiem doszedłem do rewelacyjnego przekonania, że jestem w stanie rozkręcić internetową stronę randkową lepiej od innych.

 

8 marca zanotowałem: „Były Dzień Kobiet”

 

18 marca byłem w Teatrze Studio – pewnie załatwiałem jakieś formalności, związane ze śmiercią Joli, albo sprawy podatkowe.

 

24 marca – Jazz-Night u Aktorów. Koncertujący saksofonista zagrał na moją prośbę „Take Five” (David Brubeck). Na nikim nie zrobiło to najmniejszego wrażenia, co zraziło mnie do całej imprezy całkowicie.

 

30 marca 30-lecie Tysola na Batorego, impreza nieźle udokumentowana, na której byli wszyscy święci i ja. Siedzieliśmy w „Zielonej Gęsi” na dole w sali dla palących z Wojtkiem Brojerem, z bardzo przeze mnie lubianym Krzysiem Czabańskim oraz z Bożenką, byłą konsul w Strassburgu (bardzo mnie zastanawia sposób wybierania kandydatów na takie stanowiska, bardzo, bardzo).

 

2 kwietnia byłe z Markiem Garbiczem na obiedzie chyba „U Pana Michała”.

 

6 kwietnia pierwszy raz w życiu zapisałem adres Wojtka B: osiedle Przyjaźń 153, 01-355 Warszawa.

 

Marzec – kwiecień i później – powtarza się urolog (to po zeszłorocznych sterydach zaczęło mi wszystko siadać).

 

13 kwietnia – Łódź, w irlandzkim pubie z Mirą Waltari. Niezwykle sympatyczna kobieta i bardzo życzliwa. Teraz bardzo przyjaźnie kibicuje Oli i mnie.

 

14 kwietnia – odebrałem na Dworcu Gosię ze Szczecina, która przyjechała na jakieś szkolenie zawodowe. Następnego dnia, 15 kwietnia, szwendaliśmy się po centrum Warszawy w godz. 14-17 do odjazdu jej pociągu. Wiatr nas okrutnie przedmuchał w ogródku jakiejś knajpy rockowej na Emilii Plater.

 

W niedzielę, 24 kwietnia, Wielkanoc u Brojerów – pierwsza i na razie ostatnia samotna Wielkanoc bez ukochanej osoby. Pojechaliśmy z Ewunią, która później pojechała do Sulejówka do Wojtka Urbańskiego na dalszy ciąg śniadania wielkanocnego. My czyli gospodarze, Karol Świątkowski z żoną Ewą i córką oraz synem Wiktorem i ja przesiedzieliśmy do późnego popołudnia, gdzieś do 18-19.

 

27 kwietnia zapisałem chyba najważniejszy komunikat w moim życiu: ”13.00 – Ola Duszyńska”. To była najważniejsza środa w moim życiu. Spotkaliśmy się pod kolumną Zygmunta, a potem do „U Pana Michała”.

 

29 kwietnia – do Zalesia Dolnego, do Oli na tzw. majowy długi week-end. 3 mają do Warszawy. I tak się zaczęło na dobre. W Zalesiu była cała rodzina Oli, syn Filip, synowa Edyta i wnuk Artur.

 

13 maja, w piątek w Agencji Stars na Alejach Ujazdowskich. Stawałem do castingu z powodzeniem, bowiem zrobiłem wściekłą awanturę pani, prowadzącej nabór, o to, że mnie zdradza. 17 maja zapisałem, że „zagram rolę właściciela restauracji”, strasznego łobuza w paradokumentalnym serialu „Malanowski i Partnerzy”.

 

W maju i potem nadal bujam się urologicznie.

 

15 czerwca po raz ostatni nawykowo zapisałem: „Imieniny Joli”.

 

20 lipca przesyłałem Ewie paszport przesyłką konduktorską, gdyż jechała z Wojtkiem Urbańskim do Lwowa prosto z pleneru w Jarosławiu.

 

28 lipca o 10.30 miałem być w Sądzie Rejonowym na Marszałkowskiej 82 sala 417, sygn. Akt: II Ns 1/11. Aaaa – to pewnie słynny w naszej kamienic y Antczak narozrabiał. Pozwał całą Wspólnotę za różne rzeczy. Nie poszedłem i chyba nikt z lokatorów nie poszedł, bowiem reprezentował nas prawnik naszej Administracji.

 

2 sierpnia w przeddzień moich urodzin odbyło się u mnie w godz. 12-14 uroczyste odczytywanie liczników elektrycznych. Moglem więc spokojnie następnego dnia w pełnym świetle skończyć 62 lata w obecności Oli (w Zalesiu), od której dostałem, elegancką torbę na ramię, małą torebkę na ramię i zestaw kosmetyków. Bogato było. Pachniałem, jak wszystkie moje 62 lata razem wzięte.

 

7 sierpnia byłem w Szczecinku, na grobie w rocznicę śmierci Joli. Niesłychanie dziwne to uczucie i nader poważne – odwiedzać miejsce spoczynku własnej żony.

 

I to był ostatni zapis w kalendarzu na rok 2011. Później już mi tak dobrze było z Olą, że niczego nie zapisywałem. Życie pisało się samoistnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

This entry was posted in historia and tagged , , , . Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post. Post a comment or leave a trackback: Trackback URL.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *

*
*

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

%d bloggers like this: